Można by zaryzykować stwierdzenie, że jakąkolwiek nierówność między ludźmi zwykliśmy sankcjonować jako sprawiedliwą, kiedy jest ona rezultatem w większej mierze czyjejś zasługi aniżeli przypadku: sprawiedliwym jest dla nas, że ktoś korzysta z pieniędzy, które uczciwie zarobił, lub że dostał się na studia dzięki wynikom uzyskanym na egzaminie. Nawet majątek zwycięzcy loterii w ocenie wielu będzie zdobyty „sprawiedliwie”, ponieważ wszyscy mieli możliwość wzięcia w niej udziału, ryzykując na jasnych zasadach, a więc i ów zwycięzca świadomie podjął decyzję, licząc się z jej konsekwencjami.
Należy jednak postawić pytanie, czy takie intuicyjne postrzeganie nie rozdziela „zasługi” i „przypadku” wedle pewnych konwenansów, za którymi nie stoją wcale tak silne racje, jak się oceniającym wydaje. Dziecku, które urodziło się z większymi zdolnościami, będzie wszak łatwiej na egzaminach, a osoba, której rodzice wpoili etos ciężkiej pracy, z większym prawdopodobieństwem zarobi duże pieniądze. Nawet nie dotykając kwestii wolności woli czy odpowiedzialności, po głębszym rozważeniu zdamy sobie sprawę za jak wieloma pozornie „zasłużonymi” rezultatami stoją czynniki przypadkowe, niezależne od sprawczości ich autora.
Amerykański filozof John Rawls, tworząc swą teorię sprawiedliwości, definiuje ppojęcie „zasłony niewiedzy”. Jest to abstrakcyjna sytuacja, w której wszyscy ludzie, jacy kiedykolwiek żyli, żyją, bądź będą żyli na ziemii, spotykają się aby ustalić zasady sprwiedliwości, które obowiązywać będą ludzkość. Nie mogą jednak wiedzieć, jaka rola trafi im się, gdy przyjdą na świat – nie znają czasu, w którym się urodzą, swoich talentów i zdolności, miejsca urodzenia, rodziny, środowiska i tak dalej.
Co za tym idzie, nie wsmak im będą drastyczne nierówności, kiedy to zasady sprawiedliwości sankcjonują znaczącą przewagę jednych nad innymi. Rawls odwołuje się tu m.in. do ekonomicznego pojęcia awersji do ryzyka – racjonalna osoba będzie wolała z całą pewnością otrzymać średni poziom „zasobów” (rozumianych nie tylko materialnie, ale i w kontekście władzy, pozycji społecznej itp.), aniżeli uczestniczyć w loterii, w której zdobyć może poziom wysoki, ryzykując jednak przy tym uzyskaniem rezultatu niskiego. Decydenci za zasłoną niewiedzy powinni więc tak napisać zasady sprawiedliwości, by stawiały ludzi w możliwie równej pozycji.
Rawls nie postuluje jednak równości absolutnej – zauważa, że możliwa jest sytuacja, w której pojawienie się pewnej nierówności prowadzi do poprawy sytuacji wszystkich (zaznaczmy jeszcze raz, że mówimy tu o całokształcie „sytuacji życiowej”, a nie tylko sytuacji materialnej – drastyczne nierówności odpadają więc z definicji, ponieważ ciężko sobie wyobrazić by bardzo znacząca przewaga jednych nad innymi mogła być dobra dla tych drugich). Optymalną „sytuacją sprawiedliwą” jest wobec tego dla niego najlepsza sytuacja, w której nikt nie znajduje się w gorszym stanie niż w sytuacji absolutnej równości.
Należy pamiętać, że rozważania Rawlsa dotyczą abstrakcyjnego pojmowania sprawiedliwości. Nie jest to przepis na tworzenie efektywnych instytucji, a bardziej próba stworzenia gruntu dla bardziej racjonalnego rozumienia i definiowania kategorii deontologcznych, stąd niemożność pomiaru, a nawet precyzyjnego zdefiniowania „sytuacji życiowej” nie stanowi problemu. Jego szczególnym wkładem jest abstrahowanie od ugruntowania ideologicznego – w koncepcji Rawlsa to zasady są dla ludzi, a nie ludzie dla zasad. Nie jesteśmy tym niemniej w stanie stwierdzić, co dla ludzkości jest najlepsze – stąd rawlsowska teoria sprawiedliości nie jest prostą odpowiedzią na trudne pytanie, a jedynie intelektualna propozycja.
